Być wiecznie na diecie?

Jak myślisz, ile kalorii spalasz dziennie?

Idę o zakład, że się mylisz. Że w rzeczywistości spalasz mniej kalorii, niż myślisz ;))

Wiecznie na diecie?

Myślałam, że spalam około 2000 kalorii dziennie. W zwykły dzień, bez dodatkowych ćwiczeń czy spacerów. Do tego bieganie 2-3 razy w tygodniu (czyli pewnie ponad 2500 kalorii w dzień biegowy…) – no i jestem super-fit. Aż dostałam zegarek, który mierzy mi kalorie zużywane przez cały dzień. Okazało się, że bez żadnych aktywności fizycznych, w „normalny” dzień spalam tylko 1700 kalorii. Tak mało!

→ To spalanie zależy od wieku, wagi i wzrostu. Jako 30-latka, przy takim samym trybie życia, wadze i wzroście spalałam 1900 kalorii.

→ Z kolei gdybym była facetem (z moją dzisiejszą wagą, wzrostem i wiekiem) spalałabym prawie 1900 kalorii. Mówiłam, że nie ma sprawiedliwości ;))

Czy to oznacza, że mam być wiecznie na diecie ??? Nie dam rady! Na szczęście są 2 wyjścia:


Codzienna umiarkowana aktywność ratuje przed tyciem. Warto codziennie się przejść, nie siedzieć, nie wozić się ciągle autobusem czy samochodem.

→ Szybki spacer przez godzinę to dla mnie 350 spalonych kalorii.

→ Podobnie spalam biegając przez 40 minut.

→ Pomaga nawet sprzątanie domu - przez godzinę spalam prawie 200 kalorii.

Przyda się też zerwanie z bezsensownymi złymi nawykami żywieniowymi: podjadanie słodyczy, jedzenie do późnych godzin wieczornych.

Zmiany powolne, ale stabilne

Co zmieniło w moim życiu 1700 kalorii? Niewiele i zarazem bardzo dużo. Wiem, że muszę się jeszcze więcej ruszać. I nie tylko biegać, ale też więcej chodzić. Bo tłuszcz najbardziej spala się podczas aktywności umiarkowanej, np. swobodnego biegu czy marszu. Taki łagodny wysiłek to zresztą najtańszy i najprostszy sposób zapobiegania wielu chorobom.

Dzięki codziennym aktywnościom spalam niepotrzebne kalorie. I na razie nie przechodzę "na dietę", choć w kuchni już nie mogę sobie pozwalać na wszystko. A jednak zaczęłabym jeść zdrowiej i lepiej, to dopiero by się działo. Bo wszystko opiera się na tym, by w ciągu dnia mieć ujemny bilans kaloryczny – pisałam o tym w tym artykule.

Więc nie stosuję restrykcyjnych diet, ale jestem aktywna i pilnuję paru prostych zasad dotyczących jedzenia, na przykład nie jem po 20.00. Mam swoje zdrowe rozwiązania na zawsze – więcej przeczytasz tutaj. Czy te zasady są trudne? Nie bardzo. Bo w sumie to jem, na co mam ochotę. I żyję, jak lubię. I są okazje, gdy łamię jedną czy drugą zasadę. Nie uważam, że to coś strasznego. Raz na jakiś czas nic się nie stanie. Pod warunkiem, że nie robię tego dwa razy pod rząd.

Ale ale … trzeba być cierpliwym. I konsekwentnym. Zwłaszcza po czterdziestce na efekty odchudzania czeka się dłużej.

Nie wystarczy marzyć. Trzeba się ruszyć :))