Czy zaczęłam biegać… z zazdrości?

Jak zwykle zapraszam na weekendowe bieganie w cyklu:


W moim życiu bieganie było obecne od zawsze….

… ale tylko PASYWNIE. Nie biegałam. OGLĄDAŁAM BIEGACZY.

Jak kibice piłki nożnej ;))))

Mój tato biegał, odkąd pamiętam. Mój mąż też biegał. Ja nie.

Z lekką zazdrością patrzyłam, jak mój tato się ubiera, znika na godzinę, a potem celebruje: kąpiel, herbatka, ciasto, fotel, książka. Mój mąż wyrywał się na bieganie nawet, gdy mieliśmy w domu dwójkę małych dzieci. Zakładał buty, zostawiał wszystko za sobą i biegał. Trochę mniej celebrował po powrocie, ale przecież miał TYLKO DLA SIEBIE ponad godzinę. Jakże mu zazdrościłam ;))) Też tak chciałam.

Ta zazdrość połączona z potrzebą schudnięcia dała początek do mojego biegania.

Wcześniej nienawidziłam biegać. Męczyła mnie kolka, traciłam oddech. Okropność!

Ale przecież czego się nie robi dla odrobiny czasu tylko dla siebie. ;))))


Miałam szczęście, bo mieszkaliśmy wtedy w pięknym miejscu, z łatwym wyjściem na malowniczą trasę biegową. Spacerowałam tam trochę, ale to nie było to samo.

W końcu gdzieś przeczytałam, że bieganie ma być przyjemne.

Przyjemne???

Bieganie???

Czy to możliwe???

Musiałam spróbować. Powiedziałam w domu, że zaczynam biegać i … zaczęłam. Miałam kolkę, dostałam zadyszki, zwolniłam, trochę szłam. Z czasem zaczęłam wydłużać dystans, przyspieszać. Znalazłam sposoby na kolkę (piszę o nich w planerze marzysz.biegnij). Przez dobrych kilka lat nie ścigałam się z nikim, nawet ze sobą. Nie miałam zegarka, biegałam zupełnie relaksacyjnie i na wyczucie. Ale jakie to było przyjemne: tylko ja i moje myśli. Nikt nie przeszkadza.

Z czasem kupiłam zegarek biegowy, zaczęłam startować w zawodach – ale to już zupełnie inna historia.

Do dziś uwielbiam to wspaniałe uczucie oderwania się od problemów podczas biegania.

Czasem podczas biegu wpadam na świetne pomysły, czasem mielę jakiś problem, który po powrocie okazuje się banalny, a czasem po prostu o niczym nie myślę.

Dlatego jestem przekonana, że bieganie to sport dla mam.


Która z nas nie potrzebuje czasem oderwać się od domowych tematów? A przy tym nie mieć poczucia, że zaniedbujemy obowiązki rodzinne? Właśnie to poczucie porzucania rodziny spowodowało, że musiałam się trochę przełamać. Ale wiem, że na koniec cała rodzina na tym zyskuje. Bo wiadomo, że jak mama jest szczęśliwa, to i dzieci są szczęśliwe.

Więc spróbuj.

Nie bój się.

Nikt w domu nie umrze od Twojej nieobecności.

Idź pobiegać w weekend. Baw się dobrze. Niech będzie przyjemnie.

A po bieganiu zrób sobie kawę lub herbatę i zjedz coś dobrego.